Portugalski pies dowodny – historia rasy

By 0 Comment

Piękna, dramatyczna i wzruszająca – taka jest historia portugalskich psów dowodnych. Aby w pełni zrozumieć ich wyjątkowość, warto choć na chwilę spróbować wtopić się w trudne czasy, gdzie głęboka przyjaźń człowieka i jego psa były codziennie wystawiane na próbę podczas ciężkiej pracy na morzu. Jeśli spróbujemy poczuć to, co czuli twórcy rasy, być może łatwiej będzie nam zrozumieć zaangażowanie i nieustępliwość tych, którzy przed laty i dziś poświęcają znaczną część życia przywróceniu portugalskim psom dowodnym należnej im świetności oraz dbają o to, aby rasa rozwijała się w odpowiednim kierunku.

Zapraszam Cię w podróż w miejsce, „gdzie owce są wypasane na zielonych, bujnych pastwiskach, gdzie wspaniałe niebieskie barwy pokrywają niebo, (…) temperamentne morze pędzi z rozmachem ku skalnym klifom albo delikatnie wpływa do portu, a wieś opowiada swój romans.”*

 

Zawiłość charakteru portugalskiego psa dowodnego to wynik jego historii. Jest to historia ciężkiej pracy ramię w ramię z człowiekiem. Przodkowie dzisiejszych portugalskich psów dowodnych odzwierciedlali to, czego nauczyli ich dawni mistrzowie: szukali wody tak, jak ptak szuka powietrza.

 

 

Mądrość ludzi morza

Chociaż wzmianki o „lwim psie” pojawiły się już setki lat przed Chrystusem, często wskazuje się, że to Rzymianie, budując osady na terenie obecnej Portugalii, nauczyli lokalne psy z Algarve zaganiać ryby do sieci. Dawni mieszkańcy Algarve zaadaptowali mieszkające tam psy do celów związanych z rybołówstwem. Psy przynosiły sprzęt, który wpadł do wody oraz zniszczone sieci. Służyły one także jako posłańcy przenoszący wiadomości pomiędzy łodziami oraz z łodzi na brzeg. Taka półnaturalna selekcja – dobór psów odpowiednich do pracy – skutkowała powstaniem Psa Wodnego z Algarve (Algarve Water Dog).

Portugalski pisarz Silveira Santana tak pisał w połowie XX wieku o portugalskich psach dowodnych:

 

„są one uznawane za najinteligentniejsze spośród wszystkich psów – silny, niezmordowany pływak odporny na zmęczenie, nurek jak żaden inny…ponieważ nie boi się temperatur i chętnie wskakuje do morza zarówno zimą i latem, aby szukać lin, uszkodzonych sieci i wszelkich innych obiektów, które mogły wypaść albo ryb, które mogły uciec z sieci. Pies ten świetnie sprawdza się w przenoszeniu wiadomości pomiędzy łodzią a lądem, nawet na dużych dystansach.”

 

Istnieje wiele legend o portugalskich psach dowodnych. Jedna z nich opowiada o psie, który uratował z morza umierającego żeglarza. Według mnicha, który w 1297 r. opisał tę historię, pies „miał, długie, szorstkie czarne włosy, obcięte do pierwszego żebra, z kitą na ogonie. Kita była biała, tak samo jak stopy i nos.”

Tradycyjne strzyżenie, o którym pisał mnich, miało na celu lepsze przystosowanie psów do pracy w wodzie. Krótkie strzyżenie tylnych nóg ułatwiało pływanie, a długi włos na reszcie ciała miał zapobiegać problemom reumatycznym związanym z przebywaniem w zimnej wodzie.

Rybacy z Algarve stworzyli portugalskiego psa dowodnego aby pomagał im w ciężkiej, często niebezpiecznej pracy. Rybackie łodzie często pływały w celach handlowych do Nowej Funlandii u wybrzeży obecnej Kanady oraz do Islandii. Portugalskie psy dowodne towarzyszyły swoim ludziom w pracy na statkach. „Wyobraź sobie przez chwilę psa stojącego dumnie na dziobie, podczas gęstej mgły, informującego swoim poszczekiwaniem o pozycji statku” – pisze Kathryn Braund.

 

Tak jak ich ludzie – energiczni i żyjący pełnią życia – tak samo portugalskie psy dowodne były i są radosne, kochające i inteligentne, a przy tym wrażliwe. W dzisiejszych psach odbijają się cechy, które dawni rybacy wpletli w genetykę duszy portugalskich psów dowodnych, wybierając cechy potrzebne do pracy na morzu.

 

Portugalskie psy dowodne nie pracowały za darmo.  „Rybacy uważali je za członków załogi, którzy, tak jak wszyscy, mieli prawo do udziału w złowionych rybach w wielkości zbliżonej do tego, co dostawał każdy człowiek; oraz do ponad jednej czwartej zarobku – w pieniądzach – należnego każdemu członkowi załogi” – pisał w 1938 r. dr Manuel Fernandes Marques – lekarz weterynarii i twórca oryginalnego wzorca rasy.

Dawni rybacy darzyli swoje psy ogromnym zaufaniem. O ich mądrości świadczy opowieść przytaczana przez dra Marquesa:

 

„Czasami pies widział rybę, która wypadła, ale zamiast jak zwykle wskoczyć po nią do wody, biegł pod pokład, chował się w ożebrowaniu kadłuba i szczekał. W takich sytuacjach żeglarze nigdy nie wymagali od psa posłuszeństwa, ponieważ, jak mówili, ucieczka powinna być interpretowana jako sygnał, że zbliża się rekin lub rekiny. Psy mogłyby paść ich ofiarą gdyby zostały zmuszone do wejścia do morza.”

 

Wiele możemy się nauczyć od dawnych mistrzów, którzy pewnie nigdy nie uważali się za mistrzów. Po prostu musieli zarobić na życie i ciężko pracowali ramię w ramię ze swoimi psami.

 

Leão – ideał i wzorzec

Współczesna historia portugalskich psów dowodnych zaczyna się na początku ubiegłego stulecia. Psy wciąż jeszcze pracowały na łodziach. W latach 20tych XX wieku magnat żeglugi oraz hodowca psów, Vasco Bensuade zainteresował się dwiema suczkami należącymi do jego przyjaciela, Renato Pinto Soaresa. Bensuade dowiedział się, że rasa jest zagrożona wyginięciem, oraz że w Albufeirze mieszka Leão – wspaniały pies pracujący, żyjący z emerytowanym rybakiem. Niezwłocznie postanowił wyruszyć do Algarve, żeby poznać tego „znakomitego pracującego Cão de Água”.

Kiedy Bensuade zobaczył Leão, od razu zechciał go kupić. Rybak zdecydowanie odmówił. Istnieją dwie wersje tej historii. Zgodnie z pierwszą, właściciel psa powiedział, że nie sprzeda go za żadną cenę, gdyż pies wykonuje za niego jego pracę. Sprzedaż będzie możliwa go dopiero kiedy rybak opuści ten świat. W drugiej wersji warunkiem sprzedaży miała być wygrana na loterii. Kilka tygodni po powrocie do Lizbony, Bensuade otrzymał list. Według pierwszej wersji, syn rybaka zawiadamiał go o śmierci ojca, a według drugiej– o wygranej na loterii. Niezależnie od tego, co jest prawdą, Bensuade mógł wreszcie kupić Leão. Ważny moment w życiu tych dwoje był jednocześnie początkiem odrodzenia portugalskich psów dowodnych.

 

Leão lubił jeździć samochodem z Bensuade i cieszył się z towarzystwa ludzi. Pozwalał, aby kierownik hodowli Bensuade z nim trenował. Od czasu do czasu uciekał i zawsze był odnajdywany w domu swojego dawnego właściciela. Z czasem jednak zadomowił się na dobre. W domu drzwi do łazienki były zawsze otwarte. Leão wchodził do wanny, odkręcał kran i leżał w wodzie. Bensuade zbudował więc basen dla psów, w którym Leão pływał i nurkował, nawet zimą. Pies szybko stał się sławny. Podziwiano jego inteligencję, przywiązanie oraz zmienną, wręcz humorzastą naturę. Osoby, które go znały twierdziły, że jedynym, co odróżniało go od człowieka były cztery nogi i fakt, że nie potrafił mówić.

 

W 1937 r. w należącej do Bensuade hodowli Algarbiorum przyszedł na świat pierwszy miot portugalskich psów dowodnych. Ojciem szczeniąt był Leão, a matką Dina, suczka kupiona w Algarve krótko przed zakupem Leão. Pies zostawił po sobie w sumie 7 miotów szczeniąt. We krwi wszystkich szczeniąt urodzonych w hodowli Bensuade płynęła krew Leão.

Przed 1955 rokiem w portugalskiej Księdze Wstępnej widniało 100 psów określonych jako Algarbiorum. Część z nich nie należała do rodziny Vasco Besaude, który podobno nigdy nie sprzedawał swoich psów, a jedynie darował je wybranym osobom. Portugalskie psy dowodne wiele zawdzięczają jego niesamowitej rzetelności i wysokim standardom hodowlanym. Vasco Bensuade poświęcił dwadzieścia dziewięć lat na bezkompromisową selekcję psów w swojej hodowli. Niezmiennie jego celem było dążenie do ideału, którym był Leão.

 

Dziedzictwo Bensuade

Bensuade długo szukał kogoś, komu mógłby powierzyć swoje psy kiedy nadejdzie jego koniec. Chciał znaleźć osobę, która będzie dbała o nie tak, jak on sam. Jego lekarz weterynarii polecił mu hodowczynię, którą spotkał na wystawie: Conchitę Cintron de Costello Branco. Senhora Cintron słynęła z tego, że w przeszłości walczyła z bykami. Była również cenioną amazonką. Kiedy po raz pierwszy spotkała Bensuade, Cintron była Cywilnym Attache w Ambasadzie Peru w Lizbonie.

 

„Kiedy zostali sobie przedstawieni, Bensuade powiedział do Cintron: »Masz lepsze psy, niż ja.« Ona odpowiedziała, że to jego psy są lepsze, ale jej są lepiej ułożone.” – opowiada Kathryn Braund.

 

Jedno spotkanie wystarczyło, aby Bensuade uznał, że to właśnie Concita Cintron odziedziczy po nim hodowlę: cztery samce, dziesięć samic, żadnych pieniędzy i pudła pełne szczegółowych informacji o psach. Po śmierci Bensuade w 1967 r., wszystkie psy zamieszkały w położonej na południe od Lizbony hodowli Cintron o nazwie Al-Gharb (dawna wersja Algarve).

Nie były to czasy ekonomicznego bogactwa Portugalii. Niewielu ludzi było stać na utrzymanie psa. W związku z tym Concita Cintron upatrywała dobrej przyszłości dla portugalskich psów dowodnych w Stanach Zjednoczonych. Spędzała długie godziny pisząc listy do Amerykanów, w których wymieniała niewątpliwe zalety tej rasy. Podczas swojej wizyty w Ambasadzie Portugalii w Waszyngtonie zabawiała gości opowieściami o niesamowitych psach z Algarve.

 

Nowe życie za oceanem

Parę portugalskich psów dowodnych zakupili od Concity Cintron Deyanne i Herbert Miller, Jr.. Ich pierwszą suczką była Renascenca do Al Gharb „Chenze” – zalotny, niefrasobliwy i pewny siebie podrostek, który stał się rozkosznym towarzyszem ich życia na piętnaście lat.

Część potomków Chenze i innych suczek miało wielorakie problemy ze zdrowiem, psychiką i włosem. Niektóre starsze szczenięta musiały być poddane eutanazji z powodu „zwyrodnienia kręgów szyjnych” i „padaczki – degeneracji neuronalnej”. Później uświadomiono sobie, że musiały być dotknięte przez chorobę spichrzeniową (storage disease – obecnie istnieją testy genetyczne pozwalające uniknąć wystąpienia tej choroby u portugalskich psów dowodnych).

 

Jedną z pierwszych nabywczyń portugalskich szczeniąt urodzonych w Stanach Zjednoczonych była Helen Roosvelt. Jej pies, Farmion Azinhal (Cristo) „Był bardzo delikatny, nosił jej okulary delikatnie w pysku, przynosił jej cygarniczkę Lady Danielle, karty do pasjansa itp. Był zupełnie niezwykłym i odmiennym psem, o wyjątkowo królewskim sposobie bycia.”

 

Innym psem zakupionym z pierwszego miotu Chenze był Gully, który miał szczęście trafić do Barbary i Eda Whitney (Ed został później zastępcą przewodniczącego oraz członkiem zarządu w Portuguese Water Dog Club of America, sedzią posłuszeństwa American Kennel Club oraz sędzią prób pracy Portuguese Water Dog Club of America).

 

„Gully był świetnym kompanem, który od obcych trzymał się raczej z daleka. (…) Większość lata spędzał z nami żeglując (…) i naprawdę lubił być z nami. (…) Podczas jednego z letnich dni zacumowaliśmy w Essex, Connecticut i zaprzyjaźniliśmy się z parą, która cumowała obok. Odwiedzili nas na łodzi i miło spędziliśmy czas. Gully był najukochańszy, zgadzał się, aby każdy, kto miał akurat trochę czasu, dogadzał mu na najróżniejsze sposoby. Kiedy Barbara i ja wyszliśmy na kolację, zostawiliśmy Gullyego w kabinie. Podczas naszej nieobecności, nasi nowi znajomi chcieli pokazać swoim znajomym psa tej rzadkiej rasy. Kiedy weszli na pokład naszej łodzi, instynkt obronny Gullyego przejął kontrolę. Byliśmy zachwyceni, że tak przyjazny pies, kiedy byliśmy obok, potrafił zamienić się w świetnego stróża, kiedy był sam.”

 

Pomimo problemów, którym trzeba było stawić czoła, wielu zapaleńców było zdeterminowanych, aby wskrzesić rasę. Portugalskie psy dowodne, kudłacze z cudownym charakterem, kompletnie zmieniły ich życie. I tak w 1972 r. powstał Portuguese Water Dog Club of America – organizacja, która do dziś propaguje rasę, jest ambasadorem postępu w dziedzinie zdrowia psów oraz stoi na straży odpowiedzialnej hodowli.

Wspomniani już Millerowie kupili od Concity Cintron tylko dwa psy: Chenze i Anzol. Po kolejne udali się do Portugalii. Tam zgłosili się do Dr Antonio Cabrala – weterynarza i prezesa Portugalskiego Związku Kynologicznego (Clube Portugues de Canicultura – CPC). Był on również oficjalnie odpowiedzialny za wszystkie zagubione i bezdomne psy w  Lizbonie. Pierwszym portugalskim psem dowodnym z jego linii Alvalades był Silves, zarejestrowany w 1954 r. Dr Carbal nie tylko hodował psy, ale również rejestrował portugalskie psy dowodne odnalezione na lizbońskich ulicach oraz w Algarve i wysyłał je do Carli Molinari, która założyła w okolicy hodowlę Vale Negro. W latach 1970-1978 wszystkie psy z linii Alvlades urodziły się właśnie w Vale Negro i to właśnie z Vale Negro większość z nich została wyeksportowana do Ameryki.

 

Mroczne czasy

25 kwietnia 1974 r. w Portugalii wybuchła rewolucja goździków. Rewolucjoniści, którzy obalili stary reżim, postulowali oddanie ziemi rolnikom, farm pracownikom, a władzy ludowi. Doszło do nacjonalizacji banków, zamrożenia kont, przejęcia farm i letnich rezydencji. Część osób, którym przed rewolucją dobrze się wiodło, uciekła z kraju, inni się ukrywali. Dla Concity Cintron głównym celem było szybkie wywiezienie dzieci za granicę. Chciała również ochronić psy Vasco Bensuade, przez które dbała przez ostatnie 7 lat. Poprosiła Portugalski Związek Kynologiczny o przejęcie opieki nad nimi, jednak mogli oni wziąć jedynie kilka z nich.

 

Concita Cintron nie potrafiła sobie wyobrazić, że psy będące dziedzictwem Bensuade mogłyby skończyć na ulicy albo wieść niepewne życie w nowym reżimie. Dlatego postanowiła w sposób humanitarny zakończyć ich życie zanim uciekła ze swoimi dziećmi do Meksyku. Rey, jedyny pies, którego zachowała, zmarł zanim mąż Cintron wyjechał z Portugalii i dołączył do rodziny. Amerykanie, którzy zdążyli nabyć psy z linii Algarbiorum nie spodziewali się, że będą one jedynymi, które przetrwają.

 

Carla Molinari stanowiła swoisty pomiędzy Portugalskim Związkiem Kynologicznym a amerykańskim klubem rasy. Podczas prywatnej rozmowy z przewodniczącym klubu, Marjorie L. Ulcickas, poradziła, aby wszystkie szczenięta, których głowa, okrywa włosowa, sposób noszenia ogona i typ nie odpowiadają wzorcowi, były usypiane. Zleciła też ustanowienie komitetu, który oceniałby szczenięta w wieku 3 miesięcy i decydował o ich rejestracji. Carla Molinari wskazywała na duże spokrewnienie pomiędzy portugalskimi psami dowodnymi i podkreślała, że hodowcy muszą dążyć do wykształcenia różnych linii, które nie będą ze sobą blisko spokrewnione.

Z czasem Amerykanie zaczęli hodować psy, których jakość była zadowalająca dla Carli Molinari. Jak podkreślała, najważniejsze, że były to psy kompaktowe: z odpowiednio głęboką klatką piersiową i głowami zgodnymi z wzorcem. Określała ten typ jako kombinację linii Alvalade i Algarbiorum. Do Stanów zaczęły napływać kolejne psy z Portugalii, a w 1981 r. Miller wysłał psa Cherna Reliant do kraju pochodzenia rasy, aby wzbogacić tamtejszą pulę genetyczną.

 

Dramatyczne początki badań genetycznych

W 1980 r., w hodowli Helen Roosvelt urodził się miot szczeniąt, u których rozwinął się zespół objawów, które od dawna pojawiały się w rasie. Pani Roosvelt wysłała jedno ze szczeniąt na Uniwersytet Cornella, gdzie zostało ono przebadane przez Dra Alexandra de Lahunta. Wykrył on, że szczenię ma objawy odpowiadające wrodzonej chorobie spichrzeniowej (storage disease). Roosvelt próbowała nakłonić zarząd klubu rasy, aby przyjrzał się bliżej tej chorobie. Bezskutecznie. Przez kolejne siedem lat choroba rozprzestrzeniała się w rasie.

 

Spośród 6 miotów, które przyszły na świat w 1987 r., u dziewięciu szczeniąt potwierdzono objawy choroby spichrzeniowej. Jane Harding z hodowli Cutwater była na tyle zdeterminowana, aby po raz drugi podjąć temat tej przypadłości. Kilka jej szczeniąt było przebadanych przez neurolog weterynaryjną Lindę G. Shell. Harding przesłała wyniki badań do zarządu klubu rasy oraz do właścicieli psów. W tymże roku przewodnicząca klubu, Karen A. Miller, oficjalnie ogłosiła program zmierzający do eliminacji przypadłości genetycznej określanej jako choroba spichrzeniowa. Poprosiła hodowców aby wstrzymali się z rozmnażaniem psów do czasu ich przetestowania albo przynajmniej do czasu rozpoznaniu sposobu dziedziczenia tej choroby.

 

Nieco wcześniej w tym samym roku u Beverly Jorgensen, w hodowli Sun Joy urodził się miot sześciu szczeniąt, a jedna suczka, Abbe, miała chorobę spichrzeniową. Jorgensen była świadoma tego, że choroba zagraża rasie. Kiedy szczeniaczki miały 7 tygodni, skontaktowała się z klubem rasy oraz, za ich radą, z doktorem Josephem Alroy, neuropatologiem na Uniwersytecie Tufts. Dr Alroy prowadził badania nad springer spanielami angielskimi dotkniętymi chorobą spichrzeniową, jednak nie miał wcześniej do czynienia z portugalskimi psami dowodnymi. Pomimo tego, był gotowy pomóc.

Abbe pojechała do Eleanor Pierce, właścicielki ojca miotu. Nie minęło wiele czasu, a u Abbe wystąpiły objawy choroby: pewnego poranka wyszła ze swojej klatki na chwiejnych nogach. Dr Alroy zlecił badania, które potwierdziły chorobę. Alroy powiedział kobietom, że mogą zabrać suczkę do domu, gdzie umrze. Jednak dla rasy byłoby korzystne, gdyby zgodziły się przekazać ją do badań nad chorobą. Lekarz obiecał, że suczka nie będzie cierpiała i zostanie humanitarnie uśpiona w ciągu 10 dni. Pierce i Jorgensen opuściły klinikę z ciężkim sercem, bez Abbe.

 

Wkrótce Dr Alroy zadzwonił i poprosił o powtórzenie krycia podczas najbliższej cieczki, aby pozyskać kolejny materiał do badań. Hodowczynie zdecydowały się na ten trudny krok. Alroy zalecił, aby poród odbył się przez cesarskie cięcie, co pozwoliło na pobranie próbek z worków owodniowych, płynu owodniowego i łożyska każdego ze szczeniąt. Poród przebiegł bez komplikacji. Badania wykazały, że dwa szczeniaczki płci męskiej cierpią na chorobę spichrzeniową. Zostały one przekazane na Uniwersytet Tufts do celów badawczych. Dwie suczki i jeden piesek były zdrowe i wolne od genu odpowiadającego za chorobę. Jeden piesek i trzy suczki były nosiecielami choroby – zostały one sprzedane z obowiązkiem sterylizacji.

 

Dr Alroy powiedział hodowczyniom, że ich poświęcenie pchnęło postęp badań nad chorobą spichrzeniową o 10 lat. Pod koniec 1988 r., po kolejnych badaniach przeprowadzonych przez doktora Bella, współpracującego z klubem rasy, opracowano badania krwi, dzięki którym jesteśmy w dziś uchronić szczenięta przed tą straszną chorobą.

 

* * *

Historia opisana przez Kathryn Braund to opowieść pisana amerykańskiej perspektywy. Bardzo ważnej, ale należy pamiętać, że rasa rozwijała się również w Portugalii. Z czasem również w tam liczba psów wzrosła. W 1994 roku w tamtejszych rejestrach figurowało 386 portugalskich psów dowodnych. Jednak duża część– szacuje się, że około 200 – była wówczas niezarejestrowana. Ana Victoria Riuvo z Faro, która przez dziesiątki lat hodowała portugalskie psy dowodne, przez wiele lat nie rejestrowała urodzonych u siebie szczeniąt, które przekazywała jako podarunek osobom, które znała. Zdecydowała się ona na rejestrację dopiero na potrzeby eksportu.

Od dziesiątków lat portugalscy hodowcy przykładają wielką wagę do utrzymania rasy w oryginalnym, niezmienionym kształcie. Pomimo tego przez wiele lat nie udawało się całkowicie wyeliminować pewnych cech niebędących zgodnych z oryginalnym wzorcem rasy. Kathryn Braund podaje za przykład brązowe znaczenia u czarnych psów, długie uszy, długą, wąską kufę, długą szyję, puszyste loki, prosty i cienki włos, tzw. ogon wydry (jak u labradorów), nadmierne kątowanie tylnych nóg czy długi korpus połączony z krótkimi nogami.

Kathryn Braund podaje w przykład psa Makuti, który w 1990 roku żył w klatce w lizbońskim zoo i tam zmarł. Makuti posiadał niewłaściwy włos (improper coat – psy z tą przypadłością mają włos podobny raczej do border collie, niż do portugalskich psów dowodnych). Pomimo tego Makuti był wielokrotnie używany jako reproduktor. Ale o tym napiszę innym razem, kiedy poznam lepiej jedną z hodowczyń, która podobno używała go w swojej hodowli. Jej książka – biały kruk – jest już w drodze do mnie. A kiedy ją przeczytam, wrócę do Was z kolejnymi pięknymi historiami naszych psów-lwów.

 


 

* Tekst powstał w całości na podstawie książki Kathryn Braund „The New Complete Portuguese Water Dog” https://www.amazon.com/New-Complete-Portuguese-Water-Dog/dp/1620457350

Wszystkie cytaty pochodzą z tejże książki.